Pytania egzystencjalne dopadają mnie od czasu do czasu i o dziwo kiedy mam dużo pracy, na nic czasu i depresję, czy sobie poradzę. Tym razem dopadły mnie w piękny dzień, podczas codziennych obowiązków, a nawet ich niewielkiego fragmentu:

Zaczęłam pracę w domu o 7 00.
Raport skończyłam o 10 00.
Zrobiłam sobie śniadanie i zjadłam.
Postawiłam pranie w ten słoneczny dzień.
Była 11 00  – zaczęłam drugi raport.
O 13 00 w ramach przerwy na kawę pozmywałam naczynia.
Rozwiesiłam pranie.
Wróciłam do pracy.
Raport skończyłam o 14 00.
Wyszłam z psem na godzinny spacer. Mańkowi też się należy trochę przyjemności w tak piękną pogodę. Wróciliśmy o 15 00.
Zrobiłam obiad.
Siadłam do przygotowania prezentacji.
O 17 00 wrócił K.
Zlew był pełen garów.
Na balkonie suszyła się tona prania.
Pies chciał znowu wyjść.
Raporty czekały na poprawki.
Prezentacja była niedokończona.

I pojawiły się pytania egzystencjalne, które dopadają mnie od czasu do czasu….
Kto powinien pozmywać?
Zebrać i posegregować pranie?
Ten, który nabrudził?
Bo gdyby nie nabrudził nikt nie musiałby sprzątać…