Pamiętam dawne, stare czasy, kiedy to po imprezach rodzinnych mama pakowała gościom, to, co pozostało po biesiadzie. Wtedy tego nie pojmowałam, bo przecież mogliśmy sami to zjeść:) Dziś jeszcze w naszej rodzinie pozostał taki zwyczaj: mama, teściowa zawsze spakują nam coś smacznego. To dla mnie objaw rodzicielskiej miłości zaklętej w kotlety, ciastka, jajka, szynkę i inne. Naleśniki orkiszowe u Jolki wpisują się w ten temat.

Dlaczego tym piszę…dlatego, że mamy nie są odosobnione. I chwała Bogu. Na swojej drodze spotykam takie dawczynie kulinarnej miłości. Jolka – bo o niej chcę tu napisać, zawsze pakuje mi torbę dla K. Niby taki mały gest, a jaki ważny, jaki istotny, jak potrafi zaczarować i zawrócić czas.

Wczoraj obiad u Jolki i torba z naleśnikami dla K. Dziś obiad z K. i wspomnienie tych naleśników u Jolki:) Naleśniki z farszem mięsnym zrobione na mące orkiszowej, cieniutkie, pulchne i przepyszne.

Do mojej Top 40 dla 40stki dołączam kolejne: pamiętać o innych, pakować nawet najdrobniejsze okruchy miłości. Dobra energia zawraca czas, więc odmładza.