Jestem stuprocentową kobietą – kilka razy w miesiącu mam doła, kilka – mega doła. Przychodzi z kosmosu i trzyma mnie przez kilka dni. Świat wydaje się do niczego, znikają sukcesy, dobre relacje, energia do życia, nic mi się nie chce. Jesteśmy tylko w dwójkę: ja i mój dół – moja chandra.

Ale, że jestem już po 40stce, czyli już bliżej niż dalej:( postanowiłam, że nie będę marnować życia na chandrę. I znalazłam lekarstwo, antidotum, metodę, która mnie z tego doła wyrywa i sadza na miejscu obok.

Potężna technika – robię i chandra mija. Mam inną perspektywę, inną energię, czuję ulgę i znowu ruszam do przodu.

O metodzie karmienia demonów pierwszy raz przeczytałam na stronie Zwierciadła, zalajkowałam na Facebooku znajomym, natychmiast kupiłam książkę i zakochałam się na amen.

Nic nas bardziej nie hamuje w życiu jak wewnętrzny konflikt, wewnętrzny krytyk, zła samoocena, uzależnienia,  złe wspomnienia, niekorzystne uczucia. Tsultrim Allione – autorka książki, o której mowa nazywa to wewnętrznymi demonami.

Książkę  „Nakarmić swoje demony” kupiłam tutaj, była tylko w sprzedaży internetowej.

Na czym polega metoda karmienia demonów?

W jednym zdaniu – na nakarmieniu swoich potrzeb, które są nieuświadomione, wołają i żądają uwagi, dlatego też  mają tyle energii, by nas dręczyć.

Metoda jest 5 stopniowa, ale bardzo prosta. Ja wydrukowałam sobie kolejne etapy i robię z kartką.

Ćwiczenie „karmienie demonów” da Ci odpowiedź, jakie potrzeby stoją za tym, co Cię  męczy i nie pozwala ruszyć do przodu. Robisz wizualizację i dzieje się magia. Twój demon – twoje ograniczenia zmieniają się w sprzymierzeńców i podpowiadają Ci, co dalej…a Ciebie rozpiera energia. Proste, nieprawdaż?

Demony, czyli nasze wewnętrzne ograniczenia żyją dzięki walce, dawaniu im uwagi, a więc i energii, dlatego są tak silne. Kiedy już nie masz (nieuświadomionej) potrzeby,  by się dręczyć – demony znikają. Nie zasilasz ich – więc umierają. Dla mnie bomba.

A teraz przeczytaj dwa artykuły, które mnie zainspirowały i koniecznie zrób to ćwiczenie. Daj znać jak Ci poszło, bo u mnie był to przełom.

Aha… i jeszcze jedno… warto zanotować to, co się wydarzyło i zobaczyć jakie potrzeby wyszły na światło dzienne.

A teraz już robimy…..

Tu masz linka do Zwierciadła i artykułu Zamiast walczyć z tym, czego nie lubisz „nakarm swojego demona.

A tu masz  samą praktykę pięciu kroków wydrukuj sobie – będzie Ci łatwiej.