strategia małych kroków

Na mojej zawodowej ścieżce pojawia się mnóstwo pięknych, wykształconych, ciekawych kobiet. Prowadzą biznesy, świadczą usługi, sprzedają, pracują na etatach – nieważne. I tak przy naszych babskich rozmowach zawsze pojawia się temat, że coś można by robić lepiej, częściej, lub czegoś nie robić. No ale jak to zrobić?  Odpowiedzią jest KAIZEN  – strategia małych kroków. Wystarczą 3 minuty, a takie zmiany w życiu!

Co na przykład można poprawić? Częściej pisać bloga, częściej ćwiczyć, jeść tylko białko na kolację, szybciej sprzątać, mieć zawsze ogarniętą kuchnię, przestać wciągać buły, lub czekoladę z winem do wieczornego filmu albo mówić kocham Cię. Tak sobie rozmawiamy  z dziewczynami, wracamy do domów i znowu to robimy, lub nie robimy.

U mnie też raz lepiej raz gorzej. Ale po ostatniej rozmowie z W. wróciłam do filozofii KAIZEN i mam mocne postanowienie poprawy. Jeśli nie masz jeszcze książki „Filozofia Kaizen. Jak mały krok może zmienić twoje życie – to radzę ci przerwij czytanie i biegnij do Empiku kupić.

Ale do rzeczy:

Jeśli ja dla siebie czegoś nie zrobię, nie wymyślę, nie wprowadzę w życie – to kto? Maż? Partner? Przyjaciółka? W ŻYCIU! Moje życie wygląda tak, jak działam, nie tak jak myślę, lub jakbym chciała. To ja odpowiadam w 100 procentach za to, jak wyglądam, co jem, jak wygląda mój dom, moja praca, moi znajomi.

W czym tkwi sekret?

Sekret tkwi w strategii małych kroków – KAIZEN. Na początku zmiany robię coś, ale niewiele, mikroskopijną część, fragmencik tak, aby moja podświadomość, nawyki, chęci się nie zorientowały, że coś zmieniam. Czyli jak?

Małymi krokami, ALE CODZIENNIE. Dlaczego akurat tak? Dlatego, że podstawą jakiegokolwiek działania jest nawyk. Jeśli zbudujesz nawyk – będziesz to robić nawykowo, a więc łatwo, bez problemu, bez myślenia lub wymyślania wymówek.

Zobacz, gdyby nawykowe nie było mycie zębów, mycie się, czy łatwość prowadzenia samochodu, jak wyglądałoby nasze życie? Jak wyglądają ludzie, którzy mają problem z nawykowym działaniem w tej materii?

Na pewno chcesz przykładów. Proszę bardzo:

Słodzę łyżeczkę – od tej pory będę słodziła ¾, po jakimś czasie ½, a potem w ogóle. Odejmuję fragmencik, smak pozostaje, organizm się przyzwyczaja i nie sabotuje moich  działań.

Jem wieczorem czekoladę, ale od dziś zjem o 1 kostkę mniej, jak się  już przyzwyczaję to zmienię do dwóch kostek i tak powoli doprowadzę do tego, że przestanę. Będzie to proces, ale zwieńczony sukcesem.

Chcę przeczytać motywującą książkę jak znaleźć pracę, ale nie mogę się zabrać, mimo, że chcę i tego potrzebuję. Ok – od dziś czytam  5 minut, 10 lub 15 i tylko tyle, z zegarkiem w ręku. Ale kiedy stanie się to nawykiem, pochłonę  kolejną książkę bardzo szybko, bo mam wyrobiony już nawyk czytania. Ja na przykład nawykowo czytam przed snem. Codziennie jakieś 30 minut, w skali roku to kilkanaście książek.

Chcę mieć płaski brzuch po 45-ce? Niemożliwe? A jednak! O dziś robię „powitanie słońca” i „deskę” – z doświadczenia wiem, że są najlepsze… Zajmuje mi to 2-3 minuty. Ale to są moje 3 minuty. W tygodniu daje mi to 21 minut, w miesiącu to 84, w roku to 1008 minut ćwiczeń, pomiędzy upieczeniem kotleta i odcedzeniem ziemniaków.

Mam ponad 1000 minut ćwiczeń, których nie zauważam, nie zauważa ich mój wypełniony czas, a umysł się nie sprzeciwia. Czy podczas 1000 minut osiągniesz sukces, przyzwyczaisz się do ćwiczenia? Oczywiście, że tak…

A Ty, masz coś, co chcesz  robić lub potrzebujesz ruszyć? Zrób plan 5 czynności, aktywności i rozłóż je na czynniki pierwsze, wykonaj na początek jedną minutę, ale dziś, jutro, pojutrze i zobacz jak  będzie po tygodniu lub miesiącu? Ile zrobiłaś w tej sprawie.

Masz z tym problem? Ja też mam. Dlatego to sobie zapisuję. Robię tabelkę lub listę,  wieszam nad biurkiem,  albo lepiej w kuchni i odhaczam. Boże jak ja uwielbiam odhaczać! Po tygodniu widzę, że robię, lub nie robię. Jeśli robię, to mam mega motywację, jeśli nie robię – to być może trzeba robić jeszcze mniej, ale robić, chociaż minutę, ale każdego dnia.

Na początek wybierz 1 aktywność lub czynność, w miarę najłatwiejszą do przetestowania metody KAIZEN. Gwarantuję Ci, że tym sposobem schudniesz, ogarniesz szafy,  będziesz ćwiczyła, opróżnisz skrzynki mailowe,  posprzątasz biurko, będziesz spędzać mniej czasu na FB, będziesz więcej czytać, fotografować, wizualizować swoje sukcesy ( ja obecnie wracam do Metody Silvy, o niej też napiszę wkrótce). Generalnie – każdemu według potrzeb. Tylko minuta- dwie -trzy dziennie na początek. I co, nie dasz rady?

A na koniec… wisienka na torcie:

To, co kochamy najbardziej – czyli szczupłe ciało. Metodą KAIZEN też można  pięknie, mądrze i bezpiecznie schudnąć. Jeśli jeszcze nie czytałaś  książki Schudnij z Kaizen Jarosława Gibasa kup ją koniecznie także, jeśli zajrzysz do Empiku.

Pozdrawiam Cię cieplutko i działaj!