Jestem konsultantem feng shui i home stagerem. Na co dzień zmieniam ludziom mieszkania i domy – poprawiam, sprzątam, przenoszę, wyrzucam. Brud widzę na odległość, a kurz nie ma ze mną szans. Prywatnie też ciągle czytam i szukam: jak to wszystko ogarnąć, by było czysto, był było zorganizowane i było na tip top – przecież jestem panią od wnętrz. Ale nie jest to wcale takie proste. Bo w moim domu coś nieustannie brudzi i budzi…odkąd  do łóżka zaprosił się ten trzeci.

Mańka poznałam trzy lata temu. Kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy zahaczył się, niby przypadkiem o moją sukienkę i to była miłość od pierwszego zahaczenia. Ale jak wytłumaczyć mężowi, że nie tylko on będzie dla mnie ważny… i tu pojawił się dylemat – wchodzić w to, czy nie wchodzić? Wprawdzie już rok wcześniej szukałam kogoś, kto by urozmaicił nasze życie, ale ciągle mi nie pasowali potencjalni kandydaci. Do czasu.

Był lipiec 2013 roku, zobaczyłam go i natychmiast się zakochałam. Mąż też.

A jak wyglądały moje pierwsze miesiące po decyzji: bierzemy…

Jak na home stagera przystało – ze szmatą 24 godziny na dobę! Wycieraj 5 razy dziennie –  taki był pomysł. Temu trzeciemu nie dało się jasno i klarownie wytłumaczyć, że jeśli sikamy – to nie w chwili, kiedy o tym przypadkiem pomyślimy, jeśli robimy kupę  – to nie na książki (choć  czytałam parę takich, że sama bym  tak zrobiła), jeśli jemy – to nie świństwa, po których nie można wpuścić do domu nikogo przez tydzień.

Maniek – obiekt moich westchnień: „Ja go  – qwa –  chyba zabiję następnym razem”, moich rozczuleń: „moje złteczko kochane, to co znowu myjemy pupkę?” i moich największych trosk: Krzyśku zrób sobie obiad, my się musimy pobawić…

No i łóżko – ten trójkąt…hmmm. Ale jak nie masz tego, co  lubisz, to lubisz to, co masz….

Wieczorne tup tup tup zawsze kończy się pomiędzy nami… To naprawdę nie ma znaczenia, że z 30 razy człowiek wstaje i ścieli mu na jego miejscu –  to jest piętro niżej. Ten trzeci i tak wygra i po 35 razie leży zadowolony czytaj wniebowzięty, bo wygrał kolejną walkę! Nocne chrapanie budzi nas w środku nocy, choć wystarczy szturchnąć i jest ok.  I poranne lizanie po uszach… cóż ja sama nie byłam taka pomysłowa w stosunku do K.

 Czy zdecydowałabym się na eksperyment „trzeci w łóżku” raz jeszcze?

Chyba tak… bo czy te oczy mogą kłamać?

Ależ,  …oczywiście!

Instadog