Chłop domowy – stworzenie boże, dwunożne, niezastąpione, pyskate, zazwyczaj leniwe  w  domowych sprawach. Na ogół oporne na zakupy we dwójkę, trzymające się z dala od zlewozmywaka i  miejsca składowania śmieci. Zawsze  w  komitywie z wujkiem Alzheimerem, kiedy trzeba się ich pozbyć. Oporne na  dobrą zmianę w domu – jakąkolwiek. Chłop domowy –  stworzenie garażowe,  majsterkowe, kreatywne w swojej jaskini, trudne do ruszenia młotkiem w domu. Znajomy obrazek?  Ja też tak mam! I jak tu takiego chłopa domowego zachęcić jeszcze do czytania?

Mam tak, że jeśli przytaszczę do domu coś ciekawego  w wersji pisanej od razu się dzielę: podsuwam, recenzuję, czasem czytam na głos. W  akcie frustracji, kiedy druk leży na stole już drugi tydzień i nie ma mocnych, obmyślam strategię, żeby chłop podjął trop.

Tak też było ostatnio. Zamówiłam 3 świetne książki, które rzucają całkiem nowe, inne światło na to, co robię. Dlatego też tak zależało mi na opinii męża. „Weź  – proszę – zerknij przeczytaj” – prosiłam pierwszy tydzień. Może przeczytasz coś, co jest ważne a mnie umknęło.. Bo ja zawsze liczę się ze zdaniem mojego chłopa domowego.

Ale tym razem nic! Tabula – klasyczna tabula (rasa). W drugim tygodniu leżące na stole książki już otwierałam na konkretnych stronach, które uznałam za fascynujące, by bestia chociaż rzuciła okiem. NUL, NIC, NIENTE!!!! Czytałam na głos – „no takie sobie” – słyszałam.

Rozpoczął się trzeci tydzień. I MAMY TO! Eureka! Jestem przecież konsultantką feng shui, czyli z zasady wiem, co gdzie ustawić, by było lepiej, był łatwiej było skorzystać. Od wczoraj wiem, gdzie położyć z dokładnością do kilku stopni, by ruszyło!

Gdzie położyć książkę, aby chłop domowy połknął ją jednym tchem?

Wyliczam, bo już wiem:
tam gdzie, nikt nie będzie mu przeszkadzał,
nie będzie na nim wymuszał,
gdzie sam sobie otworzy, na stronie, którą chce
gdzie to będzie jego a nie moja decyzja…
Takie miejsce jest tylko jedno
Garaż? Nie!!!
KIBEL!

Eureka!!!

Skąd wiem?

Zrobiłam eksperyment. Położyłam książkę w toalecie. Jakimś cudem przypomniało mi się, że kiedy kupiłam  chłopu domowemu Shoguna na gwiazdkę – całą zimę spędziłam sama. Bo K. czytał i czytał. W kiblu. Już myślałam, że to jakiś stres, problemy, inna kobieta, bo zamknął się w sobie i toalecie na długo. Ale nie!  On czytał! A jak skończył te 500 stron, to czytał od początku, skubaniec!

No i wczoraj.. Mamy to! K. po tym, jak przełożyłam książkę do toalety przepadał jak kamień w wodę. Najpierw myślałam, że pognał po pracy do garażu pożegnać się na noc z autkiem, ale gdzie tam… On przepadł w kiblu…czytał, czytał i czytał…

A potem wyszedł i mówi: „A wiesz… fajna ta książka, może ci pomóc w tym, co robisz… Szkoda, że wcześniej mi o niej nie powiedziałaś.”

Czy sąd mnie ułaskawi, po usłyszeniu takiego zdania?

Niestety, chłopa domowego nie można zabić pod żadnym pozorem – nawet po czymś takim. To nic nie zmieni. Zaraz pojawi się następny… Taki sam. ADUPA READER.